Dołączenie Pomorza do sieci ESA Business Incubation Centres to bez wątpienia ważne wydarzenie dla regionu. Jednak z perspektywy rynku technologicznego i ochrony własności intelektualnej jest to wydarzenie znacznie poważniejsze niż prestiżowy projekt rozwojowy. Od teraz młode firmy z sektora kosmicznego wchodzą w realną, międzynarodową konkurencję, gdzie przewagę buduje się nie tylko technologią, lecz także prawami do niej.
Program koordynowany przez Europejską Agencję Kosmiczną z definicji otwiera startupom drzwi do globalnego rynku. Technologie rozwijane w ramach ESA BIC rzadko mają charakter lokalny. Algorytmy przetwarzające dane satelitarne do monitorowania infrastruktury portowej, modele analizy radarowej SAR wykrywające mikroruchy konstrukcji, systemy integrujące dane orbitalne z czujnikami IoT czy rozwiązania dual-use w obszarze bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej, to produkty, które z założenia funkcjonują w kontekście międzynarodowym.
Gdzie powstaje prawdziwa wartość?
Wartość takich firm nie tkwi wyłącznie w sprzęcie czy kodzie źródłowym, najczęściej powstaje w metodach przetwarzania danych, architekturze systemu, sposobie integracji rozproszonych źródeł informacji i w autorskich modelach matematycznych. To właśnie tam znajduje się przewaga konkurencyjna. A skoro tam powstaje wartość, tam również powinno być zaprojektowane zabezpieczenie prawne.
Etap inkubacji, który w Trójmieście realizowany będzie przez Konsorcjum 12-stu podmiotów pod przewodnictwem Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, jest momentem krytycznym. To czas intensywnej pracy nad produktem, ale także okres, w którym bardzo łatwo nieświadomie utracić zdolność patentową przez przedwczesną publikację, nieuregulowane relacje ze współtwórcami czy brak spójnej strategii zgłoszeń międzynarodowych. W branży kosmicznej, gdzie projekty często powstają w modelu konsorcyjnym i przy współfinansowaniu publicznym, kwestie podziału praw do wyników prac badawczo-rozwojowych nabierają szczególnego znaczenia.
IP jako element wyceny
W praktyce to właśnie struktura praw do technologii coraz częściej decyduje o wycenie spółki. Inwestorzy w obszarze deep-tech analizują nie tylko innowacyjność rozwiązania, lecz również to, czy spółka faktycznie posiada prawa do kluczowych elementów technologii, czy zakres ochrony odpowiada modelowi biznesowemu oraz czy strategia patentowa została zaplanowana z myślą o ekspansji międzynarodowej. Brak uporządkowanego portfela praw własności intelektualnej (IP) potrafi obniżyć wartość firmy znacznie szybciej niż opóźnienie w roadmapie produktu.
Doświadczenie rynku pokazuje jedno
Z perspektywy praktyki doradczej JWP Rzecznicy Patentowi w projektach deep-tech powtarza się często ten sam niekorzystny schemat. Technologia rozwija się dynamicznie, zespół koncentruje się na walidacji rynkowej i finansowaniu, a kwestie własności intelektualnej odkładane są na „kolejny etap”. Gdy pojawia się inwestor lub partner zagraniczny, okazuje się, że dokumentacja prawna nie nadąża za rozwojem technologii.
W sektorach takich jak AI, robotics czy właśnie space-tech naprawianie takich braków jest kosztowne, a czasem niemożliwe. Prawo do technologii wymaga decyzji tu i teraz.
Moment prawdy
Obecność Polskiej Agencji Kosmicznej, rozwijający się ekosystem firm technologicznych i wsparcie instytucjonalne to solidne fundamenty do działania. ESA BIC dodatkowo znacznie wzmacnia tę strukturę. Prawdziwym testem dojrzałości sektora będzie jednak także to, czy startupy wychodzące z inkubatora potraktują własność intelektualną jako element strategii wzrostu, a nie administracyjny obowiązek, towarzyszący grantom.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają Hackathony organizowane przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną. Wydarzenie poświęcone tematyce kosmosu, rozwiązań dual-use i Przemysłu 4.0 odbywają się cyklicznie w Gdańskim Parku Naukowo-technologicznym.
Dla wielu zespołów jest to pierwszy moment konfrontacji pomysłu z realiami rynku i potencjałem inkubacji. To także etap, na którym warto zadać sobie pytanie nie tylko o skalowalność technologii, ale również o jej ochronę. W sektorze kosmicznym przewagę buduje się równolegle w laboratorium i w przestrzeni prawnej. Jeśli oba te procesy są prowadzone świadomie, inkubator staje się akceleratorem skalowania. Jeśli nie, i firma rozwija technologię szybciej, niż zabezpiecza prawa do niej (czyli tego co ma najcenniejsze), osłabia swoją pozycję rynkową i negocjacyjną wobec inwestorów czy partnerów.
ESA BIC w Trójmieście to ogromna szansa dla regionu, ale w sektorze kosmicznym nie wygrywają ci, którzy pierwsi zbudują demonstrator technologii. Wygrywają ci, którzy pierwsi zabezpieczą prawo do jej globalnej komercjalizacji. Własność intelektualna w space-tech jest jej konstrukcją nośną. Jeżeli polskie startupy chcą realnie konkurować na rynku międzynarodowym, strategia IP musi powstawać równolegle z architekturą technologii.
Inkubator ESA może być katalizatorem wzrostu, ale tylko dla tych firm, które rozumieją, że w gospodarce kosmicznej prawo do technologii jest równie istotne jak sama technologia.


